Menu

Lew, który dużo ryczy, mało mleka daje!

uwaga: na tym blogu stosuje się ironię, wyciąganie zbyt daleko idących wniosków przypomina wyciąganie dżdżownic z mokrej ziemi

ona

sztukmistrz

Do szczęścia potrzeba mi tylko jednej rzeczy. Kiedy byłem młody i pełen wiary w różne ideały, sądziłem, że będą to piękne kobiety, pieniądze i sława. Teraz wiem, że piękne kobiety prędzej czy później robią się stare i brzydkie. Pieniądze czasem bardzo ułatwiają życie, ale niczego więcej nie należy się po nich się spodziewać. A sława jest niczym płatki śniegu, spadające z nieba w upalny dzień.

Ale jest jedna rzecz, bez której nie potrafię się obejść. Jeśli zostanę jej pozbawiony (przyznaję, że najczęściej przez własną głupotę i niedbalstwo), przeżywam prawdziwy koszmar. Bez niej jestem bezradny, jak rozgotowany ziemniak pod kołami pociągu pośpiesznego relacji Kraków-Warszawa. Chodzi mi rzecz jasna o ... "Gazetę Telewizyjną", piątkowy dodatek do "Gazety Wyborczej".

Muszę przy tym się pochwalić, że telewizji nie oglądam prawie w ogóle. Pierwszy odbiornik TV kupiłem całkiem niedawno, podczas jednej z rozpaczliwych prób powrotu na łono społeczeństwa. Próba zakończyła się oczywiście fiaskiem, ale telewizor pozostał i zapewnia mi przynajmniej jakieś alibi, ograniczając żywiołowe spekulacje sąsiądów, co robię w tym czasie, gdy normalni ludzie siedzą zahipnotyzowani przez migotający ekran.

Jako, że jestem człowiekiem z natury ciekawym świata, lubię jednak wiedzieć, czego nie oglądam. Ten komfort daje mi właśnie 'gazeta telewizyjna'. Zamieszcza ona kilkuzdaniowe streszczenia filmów, doskonale zastępujące same oryginały. Mało tego, wielokrotnie przekonałem się, że te mikrorecenzje są często znacznie ciekawsze i bardziej wartościowe od opisywanych obrazów. Tylko nie zrozumcie mnie źle: nie chodzi tylko o zupełnie nieudane produkcje, jak na przykład dramat polski „Przed odlotem”, przedstawiony następująco: "Kariera naukowa po polsku: nie dość, że wiatr w oczy to jeszcze śmiertelna choroba. Nuda proporcjonalna do zadęcia". Gazeta Telewizyjna świetnie zastępuje również te filmy, które dostają najwyższe oceny. Chociażby czterogwiazdkowe arcydzieło „Krajobraz po bitwie”, czyli "Wajda czyta Tadeusza Borowskiego, patrząc na świat polskich dipisów przez pryzmat malarstwa Andrzeja Wróblewskiego. Filmowy debiut Stanisławy Celińskiej i Anny German. Lektura obowiązkowa". Uff, co za ulga, że nie muszę tej lektury obowiązkowej oglądać ;>

Komentarze (14)

Dodaj komentarz
  • joe255

    bardzo interesujące i w gruncie rzeczy przekorne uzaleznienie..
    wolność polega na tym zeby mieć wybór. Moze o to właśnie chodzi?

  • leniuch102

    zauważyłem, że recenzenckimi gwiazdkami w W. rządzi niebliczalny kaprys. Dwa lata temu głupi i głupszy był dennym gniotem z 1 gwiazdkę, teraz jest to świetna zabawa za trzy gwiazdki.
    1 gwiazdka jest rzadkością i stanowi dla widza gwarancję dobrej zabawy - do dzisiaj wspominamy hit "Wielki Orgazmo" o mormonie robiącym karierę w pornobiznesie.

  • sztukmistrz

    joe255: człowiek ma głęboko zakodowaną, podobno ewolucyjnie, potrzebę posiadania wyboru. Dobrze pokazuje to mechanizm, jaki działa w wypadku naszych byłych partnerów. Dopóki są wolni, zupełnie nas nie interesują. W chwili, gdy znajdą sobie kogoś, nagle zaczyna nam znowu zależeć i często gotowi jesteśmy zrobić wszystko, aby do nich wrócić!

  • diablitza

    a myślałam że MOJE uzależnienie od gazety telewizyjnej i świata seriali jest takie wyjątkowe - ot rozczarowanie ... :D
    to o byłych partnerach boleśnie prawdziwe :D

  • joe255

    really? wszystko zależy od tego z jakiego powodu "były"

  • zielona.laura

    czyżby był to problem na skalę globalną?
    ja też jestem uzależniona od "gazety telewizyjnej", ale tak jak koleżanka diablitza byłam pewna, że zostaje w tym uzależnieniu niepowtarzalna. Moje koleżanki czytają bravo, popcorn, funclub, a ja czytam "gazetę telewizyjną". gdy tylko przychodzi piątek, dobieram sie do gazety i czytam, czytam... a potem już tylko cały tydzień czekam na następny piatek.

  • sztukmistrz

    Muszę przyznać, że zgłoszenia osób, które są tak samo, jak ja uzależnione od "Gazety Telewizyjnej", mocno poprawiły mi samopoczucie. Może nie jestem aż takim osobliwym dziwakiem ;>

  • diablitza

    właśnie dumam czy to, że są też inni uzleżnieni od gazety telewizyjnej powinno cieszyć czy niepokoić... może jakaś grupa wsparcia?? Część wszystkim mam na imię diablitza i jestem uzależniona od gazety telewizyjnej :D

  • sztukmistrz

    Diablitza: tak, też sobie tak wyobrażałem nasze spotkania Anonimowych Gazetoholików ;> Z autopsji wiem, że trzeba również coś powiedzieć o najgorszej rzeczy, jaką się zrobiło z powodu uzależnienia.

    "Cześć, jestem Józef K. i jestem uzależniony od gazety telewizyjnej. Kiedyś zdarzyło mi się przez tydzień studiować ją codziennie rano i nie włączyć ani razu telewizora"

    :)))

  • diablitza

    Moment, w którym uświadomiłam sobie uzależnienie? zrobiłam facetowi dziką awanturę ponieważ wyrzucił bez pozwolenia gazetę telwizyjną- głupio się tłumacząc, że była z marca a mamy połowę kwietnia; a tam był mój ulubiony kawałek talków... :D i recenzja casablanki - dziwne że mnie już wtedy nie rzucił ... :D

  • sztukmistrz

    ale w końcu Cię rzucił? pytam, bo gdybyśmy byli razem, moglibyśmy zaoszczędzić i kupować tylko 1 gazetę telewizyjną ;>

  • diablitza

    rzucił rzucił- pomysł z jedną gazetą akceptuję- kwestia czy się o nią nie pozabijamy :)

  • Gość: [Anomalia] *.chello.pl


    dlatego polecam kreskowki...

  • Gość: [aawdylinka] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    ja tez tak mam...
    kupuję gazetę telewizyjną, patrzę, co warto obejrzeć(zazwyczaj nic, jezeli nie mam discovery itp.)
    a potem zagłębiam się w lekturze tego bloga albo czegoś ambitniejeszego niż gazeta tv

Dodaj komentarz

© Lew, który dużo ryczy, mało mleka daje!
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci