Menu

Lew, który dużo ryczy, mało mleka daje!

uwaga: na tym blogu stosuje się ironię, wyciąganie zbyt daleko idących wniosków przypomina wyciąganie dżdżownic z mokrej ziemi

a szczury biegną dalej

sztukmistrz

W uzupełnieniu poprzedniej notki, przedstawiam wyciąg z listy magicznych słów, którymi należy obficie szafować przy każdej okazji. Jak zapewnia autor poradnika, mają one "mocny, pozytywny wydźwięk. Jeżeli będziesz ich systematycznie używał w życiorysach, rozmowach wstępnych i późniejszej korespondencji, pozostawią trwałe wrażenie w umyśle pracodawcy. "

Ponieważ część z nich jest niestety trudnymi wyrazami pochodzenia obcego, dla ułatwienia podaję w nawiasach ich potoczne odpowiedniki (uwaga: w żadnym wypadku nie wolno ich stosować w praktyce!).

administrowałem (okradałem)
analizowałem (szukałem dziury w całym)
aranżowałem (bajerowałem)
asystowałem (stałem z boku)
awansowałem (dochrapałem się)
biegłość (wytresowanie)
dogłębny (do dna)
doradzałem (przeszkadzałem)
dostarczyłem (skombinowałem)
dostosowałem (naciągnąłem)
dystrybuowałem (dilowałem)
entuzjazm (radocha)
kierowałem (furmaniłem)
koncentracja (główka pracuje)
konsultowałem (ściemniałem)
kontrolowałem (rewidowałem)
koordynowałem (trzymałem za mordę)
mobilizowałem (wsadzałem do bagażnika)
monitorowałem (filowałem)
nadzorowałem (patrzyłem na ręce)
napisałem (donosiłem)
negocjowałem (targowałem się)
odkryłem (skapowałem się) 
organizowałem (wynosiłem)
oszacowałem (oblukałem)
otrzymałem (zainkasowałem) 
poinstruowałem (zjebałem)
porozumiałem się (skaptowałem) 
produkowałem (pędziłem) 
przejrzałem (przetrzeźwiałem)
przetłumaczyłem (opierdoliłem)
rozwiązałem (wyknułem) 
skonstruowałem (skleciłem) 
sprzedałem  (opędzlowałem)
stałem na czele (byłem hersztem )
sterowałem (manipulowałem)
szkoliłem (molestowałem)
testowałem (wydymałem) 
uczyłem (nawijałem) 
usprawiedliwiony (miałem alibi)
utrzymywałem (sponsorowałem)
użyłem (przeleciałem)
wybrałem (kiwnąłem palcem)
wyeliminowałem (kulka w łeb)
wygrałem (wykiwałem) 
wykryłem (dogrzebałem się) 
wyperswadowałem (patrz: mobilizowałem)
wystartowałem (wyskoczyłem)
wzmocniłem (dolałem spirytusu) 
zainicjowałem (wsunąłem rękę) 
zaproponowałem (przygruchałem) 
zredukowałem  (wypierdoliłem)
zreorganizowałem (patrz: zredukowałem)



Pełną listę słów znajdziecie ::tutaj:: - można ją sobie wydrukować i powiesić nad łóżkiem albo w toalecie.

biegną szczury, biegną

sztukmistrz

Kupiłem sobie w tesko na wyprzedaży podręcznik, zatytułowany "101 najlepszych odpowiedzi na najtrudniejsze pytania w rozmowie kwalifikacyjnej". Nie przepadam za amerykańskimi poradnikami ani nie planuję zmieniać pracy. Książeczka skusiła mnie swoją ceną: kosztowała zaledwie 3 złote 99 groszy.

Rady autora właściwie nie są jakieś specjalnie odkrywcze. Podczas rozmowy należy odprężyć się, uśmiechać, patrzyć w oczy, okazywać entuzjazm, myśleć pozytywnie, broń boże na nic nie narzekać oraz nieustannie podkreślać swoje dobre strony. Najważniejsze jednak, aby udzielać właściwych - czyli tych wypisanych w książce - odpowiedzi. W tym celu najlepiej nauczyć się ich na pamięć, jednak "powinny brzmieć świeżo i spontanicznie, a nie jak wykuta na blachę lekcja"!

Właściwe, to wyłącznie takie odpowiedzi, które pracodawca chce usłyszeć. Oczywiście nie muszą być prawdziwe. W tym duchu samotna matka wychowująca trójkę dzieci powinna zapewniać, że marzy o długich służbowych podróżach, uwielbia życie w drodze i właściwie mogłaby w ogóle nie wracać do domu. Autor przytacza przypadek bezmyślnej kobiety, która, starając się o zatrudnienie w firmie tytoniowej, odmówiła zapalenia papierosa w trakcie rozmowy. Jeszcze inna nieszczęśniczka pogrzebała swoje szansę na otrzymanie pracy, ponieważ stwierdziła, zresztą zgodnie z prawdą, że jest paskudna pogoda.

Trochę pociesza mnie fakt, że tego poradnika, który w USA był rzecz jasna bestsellerem, w Polsce nikt nie chce kupować. Obawiam się jednak, że trafił do wyprzedaży nie tylko dlatego, ponieważ Polacy głęboko brzydzą się kłamstwem, autoreklamą i uwielbiają nieustannie na wszystko narzekać. Po prostu doskonale zdajemy sobie sprawę, że w naszym egzotycznym kraju jakiekolwiek rozmowy kwalifikacyjne są czystą fikcją: pracę dostanie i tak jakiś pociotek dyrektora. Nawet gdyby był śmiertelnie ponurym psychopatą, który w ogóle nie odpowiedział na żadne pytanie.

łoszingmeszin story cz. 1

sztukmistrz

Niedawno kupiłem nową pralkę. Jak każdy mój poważniejszy zakup, rodził się w straszliwych bólach. Nie przepadam za podejmowaniem takich decyzji. Po fakcie zawsze okazuje się, że dokonałem niewłaściwego wyboru. Kiedy po długich męczarniach wyciągam w końcu kartę kredytową, zaraz potem trafiam na coś o połowę tańszego, ale za to dużo lepszego i piękniejszego. Od kilku miesięcy snułem się więc ponuro po sklepach AGD i bez przekonania oglądałem dziesiątki różnych modeli. Dodatkowo deprymowała mnie świadomość, że przyjdzie mi z domniemaną łoszingmaszyną spędzić kilka najbliższych lat mojego życia.

Niestety, bardzo późno zorientowałem się, że pralki mają swoje wymiary. Zupełnie tak samo jak kobiety. I że w mojej łazience jest miejsce jedynie na bardzo szczupłą, najlepiej wręcz taką pralkę-anorektyczkę. Tym samym wielomiesięczne poszukiwania poszły na marne, ale i tak jestem szczęśliwy, że zauważyłem ten szczegół przed zakupem, a nie dopiero wtedy, kiedy panowie ze sklepu wynieśliby ją na poddasze.

W poszukiwaniu informacji na temat urządzeń piorących w Internecie, dotarłem aż na forum Gazety ::kuchnie i łazienki:: Wzruszające, jak bardzo ludzie troszczą się o swoje domowe sprzęty. Uważnie wsłuchują się w ich odgłosy, poświęcają im sporo czasu, minuta po minucie śledząc kolejne etapy działania, a nawet bacznie obserwują temperaturę i kolory wydalanych przez nie płynów.

W czasie, kiedy targany tymi konsumenckimi rozterkami, oddawałem się czynnościom z pogranicza voyeryzmu, moja biedna staruszka Candy wydawała ostatnie tchnienie, wykazując wszystkie objawy, typowe dla stetryczałych pralek. Nie tylko przeciekała ze wszystkich stron, tryskając z rozpaczy łzami jak fontanna. Często podczas wirowania zdarzało jej się również wtargnąć do dużego pokoju w poszukiwaniu jakiegoś towarzystwa. Poziom generowanego przez nią hałasu stawał się odwrotnie proporcjonalny do jakości prania: nie tylko nie usuwała brudu, ale plamy z jogurtu na froncie moich wizytowych koszul za każdym razem wychodziły jakby bardziej okazałe. Jeśli wierzyć reklamom proszków do prania, usunięcie każdego zabrudzenia jest równie proste, jak poglądy posłów Samoobrony. Najwyraźniej jednak moje plamy nic o tym nie słyszały.

cdn.

zobacz również ::tragedię pralniczą:: Stanisława Lema

© Lew, który dużo ryczy, mało mleka daje!
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci